Czy nadciąga nowa fala podwyżek pensji?

PKO zapowiada płacowy armagedon

Analitycy PKO BP przedstawili bardzo ciekawą analizę dotyczącą aktywności pracowników z Ukrainy na polskim rynku pracy. Z dostępnych danych makroekonomicznych ma wynikać obraz zmniejszającej się dynamiki przyrostu zatrudnienia tej grupy ludzi, co, mówiąc wprost, oznacza, że coraz mniej osób z tego kraju szuka pracy w Polsce. W IV kwartale 2018 roku liczba pracowników zza naszej wschodniej granicy wręcz się zmniejszyła (o około 5000 osób).

W ocenie analityków PKO BP informacja ta może oznaczać, iż już w niedługim czasie, na wiosnę (gdy rozpocznie się sezon budowlany i rolniczy) czeka nas nowy wyścig zbrojeń w kwestii oferowanych wynagrodzeń. Przepytano na tę okoliczność przedstawicieli przedsiębiorstw i z zebranych ocen wynika przeświadczenie o tym, że dynamiczny wzrost wynagrodzeń jest niemal pewny.

Nasza opinia…

Pozyskiwane z różnych źródeł informacje o sytuacji na rynku pracy pozwalają na stwierdzenie, że istotnie w II kwartale 2019 roku może wystąpić na rynku znaczący niedobór pracowników. U podstaw takiej tezy leżą następujące przesłanki:

  1. Niegasnące zapotrzebowanie na siłę roboczą zgłaszane przez polską gospodarkę. W okresie zimowym zapotrzebowanie na pracowników zmalało “symbolicznie”, zaś czeka nas już wkrótce wzrost potrzeb rekrutacyjnych ze strony branży sezonowych (budownictwo, rolnictwo, ale także turystyka).
  2. Rosnąca migracja pracowników z Ukrainy do Niemiec wywołana umiarkowaną liberalizacją tamtejszego rynku pracy. Zjawisko to jest o tyle bolesne, że wypłukuje z naszego rynku pracy najbardziej wartościowych pracowników: młodych, wykształconych, o wysokich kompetencjach.
  3. Polityka społeczna rządu wynikająca ze zbliżających się wyborów – kolejne projekty transferów pieniężnych do obywateli przekładają się na rosnące oczekiwania płacowe, szczególnie wśród osób o niższych kwalifikacjach.

Wyłania się z tego obraz bardzo niepozytywny dla tych przedsiębiorców, którzy opierają swój model biznesowy na dostępności taniej siły roboczej. Firmy takie albo nie będą w stanie zatrudnić wymaganej liczby pracowników, albo będą musiały podnosić poziom wynagrodzeń, i to znacząco. A to z kolei może zaburzyć poważnie ich płynność finansową. Dokładnie tak jak to miało miejsce w 2018 roku w przypadku kilku polskich sieci handlu detalicznego, obecnie znajdujących się już w postępowaniach restrukturyzacyjnych.

Pozostaje więc postawić nam pytania… Kto następny odpadnie z peletonu? Kiedy do świadomości firm bazujących na taniej sile roboczej dotrze świadomość, że to ślepa ulica? Ściana (lub przepaść) coraz bliżej.

%d bloggers like this: